Pierwsze dni w pracy

Pierwsze dni w pracy

Żółtodziub Żółtodziób

Wstałem, ogarnąłem się i poleciałem do Buffalo Bills po odbiór swojego uniformu. Dowiedziałem się, że spróbują jeszcze coś zrobić z tą koszulą XL, żeby lepiej na mnie pasowała, ale spodnie już mam po poprawkach krawieckich i wszystko powinno być OK. Wychodząc spytałem się, czy mogę pożyczyć jakieś wieszaki, bo nie mam żadnego – dostałem ze 20. Wyszedłem i ruszyłem w stronę swojej pracy. Dobijała godzina ósma, ale nie przejmowałem się tym zbytnio, bo za 5 minut spóźnienia nikt mi głowy nie urwie, ponieważ nie mam jeszcze swojego ID, więc nie mam jak podbić karty wejścia/wyjścia. Pobłądziłem chwilę po korytarzach pracowniczych i w końcu dotarłem do pomieszczenia, nad którym wisiała tabliczka „SLOTS”. Poznałem się z moimi nowymi kolegami z pracy i poszedłem się przebrać. Gdy wróciłem dyskutowali nad przenoszeniem jakiegoś znaku – po chwili dowiedziałem się, że potrzebują rąk do pracy, więc jeżeli się ogarnę w temacie to mogę zostać w ich ekipie, czyli w ekipie techników maszyn kasynowych. Czemu nie – maszyna to nic innego jak komputer w innej obudowie, więc pomyślałem, że nie będę raczej miał z tym większych problemów. Kabelki wyglądają tak samo, a przecież nikt mi nie będzie kazał lutować PCB – co najwyżej odłączać i diagnozować poszczególne komponenty. W ten oto sposób dostałem pierwszego dnia pracy awans ze sprzątacza na technika maszyn kasynowych. Normalnie studenci nie pracują na tym stanowisku, dlatego też pracuję z grupą tutejszych a z nietutejszych jestem tylko ja i jeden chłopak z Tajlandii, bo jak wiadomo Azjaci mają małe i zwinne rączki 😛

Po krótkiej gadce i rozplanowaniu dzisiejszego dnia pracy cała grupa oprócz mnie i jednego z kierowników wybrała się przestawiać jakieś znaki, my poszliśmy na małe oprowadzonko po kasynie z punktu widzenia technika. Zahaczyliśmy również o mój ukochany dział Human Resources w którym to odebraliśmy moje ID. Po drodze dowiedziałem się również, że będę pracował 8am-4pm od poniedziałku do piątku, że kartę wejścia/wyjścia należy podbijać w godzinach 7:53-8:00 am i 4:00-4:07 pm, bo w przeciwnym wypadku dostaje się punkty karne, które po uzbieraniu pewnej sumy zamieniają się w naganę i zwolnienie. Trochę przegięcie z tym, że po podbiciu się 8:01 am dostaje się punkty karne, ale ok – taki kraj. Jestem tu obcy i muszę się dostosować do panujących tu zasad. Z drugiej strony fajne jest to, że wybija 4:00 każdy kończy pracę i nikt nie będzie siedział nadgodzin za darmo, co w naszym wspaniałym kraju zdarzało mi się niejednokrotnie. Nadgodziny oczywiście się mogą czasami zdarzyć i są one płatne 150%. Oprócz tego podczas osmiogodzinnego czasu pracy przysługują mi oficjalnie dwie przerwy po 15 minut, oraz jedna godzinna przerwa obiadowa, którą najwygodniej spędzić w EDR – Employee Dining Room, czyli po prostu na stołówce.

Po spacerze wdrożeniowym poszliśmy na floor kasyna, gdzie na ogrodzonym terenie moi nowi koledzy zdejmowali maszyny z podestów w celu dostania się do wielkiej, tandetnej pseudo greckiej kolumny, na górze której znajdował się znak z wyświetlaczami i jakimiś kolorowymi maszynkami mającymi na celu zachęcenie ludzi do gry. Ta konstrukcja stała tam od niepamiętnych czasów – takie rzeczy już nie są podobno modne, więc trzeba się jej pozbyć.

primm valley praca

Tandetny sajn

Rozkręcenie całego stelażu i poodłączanie kabli zajęło nam dobrą godzinę, potem na plac budowy wjechał sprzęt ciężki w postaci dwóch podnośników, przy pomocy których obaliliśmy tego kolosa pamiętającego szalone lata dziewięćdziesiąte.

work and travel usa praca

Tandeta padła

Po przeniesieniu go do magazynu w którym spoczywały zepsute maszyny, poszliśmy do drugiego w celu zaczerpnięcia oddechu.

praca w kasynie

Cmentarzysko slotow

Po chwili przerwy wróciliśmy na miejsce bitwy, wstawiliśmy sloty na swoje miejsca po czym mi i drugiemu studentowi zostało przydzielone zadanie przykręcenie maszyn do podestu i popodłączanie ich do prądu i do systemu. Po wszystkim należało wkręcić śrubkę w drzwiczki pod maszyną, aby przypadkiem się one nie otworzyły. Kazali nam wkręcić po jednej śrubce na drzwi, po czym poszliśmy na 15 minutową przerwę do EDRu.

Stołówka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, bo spodziewałem się jakiejś starej baby nalewającej wielką chochlą jakąś breję, a moim oczom okazało się duże pomieszczenie w którym do wyboru do koloru każdy pracownik ma takie rzeczy jak: Napoje zimne (Pepsi, Fanta, Cola, Sprite, Dr. Pepper, lemoniada, soki, energetyki), Napoje ciepłe (Kawa, Herbata, Kakao), do tego oczywiście mleko. Do jedzenia – różne rodzaje płatków, owoce takie jak ananas, arbuz, winogrona, banany i jabłka. Ze słodkości do wyboru do koloru – croissanty, parę rodzajów donutów, muffiny, przeróżne ciasteczka, w lodówce znajdują się też przekąski mrożone, różne ciasta itd. Jakby tego było mało to mamy też maszynę do robienia lodów. Wszystko za darmo i ile razy się tylko chce w ciągu dnia. Dostęp raz dziennie dotyczy tylko i wyłącznie działu z daniami gorącymi.

primm valley EDR

EDR

Po zjedzeniu paru rogalików popitych lemoniadą dostaliśmy dwa śrubokręty, siatkę śrubek i kazali nam biegać po całym kasynie i upewnić się, że wszystkie drzwi mają po jednej śrubce. Po jakichś 20 minutach latania i przykręcania okazało się, że jednak w regulaminie są dwie śrubki, więc naszą misją jest wkręcenie po dwie śrubki na drzwi. Jeden slot to jedna para drzwi, a tych slotów jest w kasynie paręset. Oczywiście jak to często w życiu bywa zdecydowana większość z nich nie miała wkręconych dwóch śrubek. Po jakiejś godzinie kręcenia zostaliśmy zawołani przez kobietę, która twierdziła, że jedna z maszyn nie działa. Co mogło poradzić dwóch studentów, którzy dopiero co zaczęli pracę? – wezwaliśmy przez radio kolegów i w ciągu minuty dookoła maszyny zleciała się cała ekipa dywagując czy to błąd maszyny, czy jest to jednak zaplanowane działanie – chodziło o to, że jedna z opcji była wyłączona gdy grało się na ‚centówce’ a nie ‚dolarówce’.

Rapid response team

Grupa Szybkiego Reagowania

Nie zdążyłem się dowiedzieć jaki był werdykt, bo zostaliśmy poproszeni na dół, do naszego biura. Po co? A, bo kierownik kupił pizzę, więc trzeba jeść póki gorąca.

pizza primm valley

Oj Pico tak Cię kocham

Po zjedzeniu pizzy poszliśmy powkręcać jeszcze parę śrubek i wtedy okazało się, że jest już chwilę po 12, więc czas na godzinną przerwę obiadową. Nie miałem najmniejszej ochoty nic jeść, bo przed sekundą żarłem pizzę, więc przerwę tę spędziłem gadając na skajpie i rozmawiając z nowymi kumplami z pracy.

Po przerwie poszliśmy dalej wkręcać śrubki zapisując skrzętnie przy których maszynach ktoś siedział i nie udało nam się wykonać naszej pracy.

praca work and travel usa

Teh Wkrętak

Potem jeszcze wybraliśmy się na jedną 15 minutową przerwę i nawet nie wiadomo kiedy wybiła godzina 4pm. Czas się zwijać, mamy 7 minut na clock-out’a. Zgłodniałem.

Na stołówce zjadłem kupę jakiegoś meksykańskiego żarcia – w międzyczasie dołączyło się do stolika paru znajomych i okazało się, że Tajlandia jedzie najbliższym busem do Vegas. Postanowiłem się z nimi zabrać, bo mieli zahaczyć później o Strip, a nie miałem okazji jeszcze tam się wybrać. Poleciałem szybko do domu, wziąłem prysznic, przebrałem się i poszedłem na busa, który miał odjechać za 6 minut. W połowie drogi zorientowałem się, że nie wziąłem jebanych biletów, więc mój chód zamienił się w paniczny bieg w pełnym słońcu, które grzało mnie mocnymi 40 stopniami. Ledwo dysząc dobiegłem do busa, który ruszył w godzinną podróż do Vegas podczas której wszyscy przycięliśmy komara.

Viva Las Vegas

Jako, że wszystko było robione na szybko to nie zdołałem wcześniej uzyskać planu dzisiejszej wycieczki. Na miejscu okazało się, że o Strip zahaczymy późnym wieczorem, bo na razie to oni potrzebują zrobić zakupy. Kolejne dwie godziny minęły mi na chodzeniu po Tajskich sklepach i próbowaniu tanich azjatyckich przekąsek. Po zakupowym szaleństwie Tajlandia zgłodniała, więc poszliśmy do jakiejś japońskiej restauracji. Ja w menu wyczaiłem Kimchi za całe $3, więc pomimo tego, że nie mogłem już nic zjeść zamówiłem je, bo nigdy nie miałem okazji tego spróbować, a chciałem to zrobić już od dobrych paru lat, kiedy to pracując w jednej z koreańskich korporacji na introduction dowiedziałem się o specjałach ich kuchni. Kimchi to w dużym skrócie mówiąc takie danie składające się z fermentowanych lub kiszonych warzyw. Kapusta, ogórki itd. Podobno strasznie śmierdzi i zmysły ludzi, którzy nie mieli z tym wcześniej styczności mogą bardzo różnie zareagować na tę potrawę. Na szczęście wersja, którą dostałem nie była strasznie śmierdząca, a w smaku była bardzo ostra. Zjadłem dosłownie dwa kęsy i poczęstowałem towarzyszy, bo już byłem przepełniony do granic możliwości. Naturalnie chwilę później nie przeszkodziło mi to w spróbowaniu od nich ośmiornicy w cieście i sashimi, które mi chodziło po głowie odkąd obejrzałem 15 lat temu odcinek Scooby Doo w którym na pewno było coś o sashimi, bo gdy tylko usłyszałem tę nazwę to w głowie aktywowała mi się jakaś myśl, której zobrazowaniem była ekipa z tej bajki. Ośmiornica była smaczna, sashimi też – fajnie, że mam okazję próbować tylu fajnych rzeczy. Jaram się!

Przypomniał mi się pewien tekst, który przeczytałem na wykopie. Niestety nie wiem czyjego jest on autorstwa. Osoby wrażliwe zapraszam do przewinięcia, bo ilość przekleństw jest całkiem pokaźna 😉

„Nienawidzę mojej zjebanej roboty ; ____ ;

Żebyście zrozumieli ból jaki dzień w dzień odczuwam opiszę wam te bezużyteczne zera, z którymi muszę pracować…

Pierwsza jest ta jebana lampucera-modelka od siedmiu boleści. Ok, jest zajebiście seksowna, ale do ciężkiej kurwy nędzy – kompletnie bezużyteczna ლ(_ლ) Ciągle tylko siedzi, poprawia grzywkę, sprawdza czy jej się rzęsy nie rozjebały etc. etc. ; _ ; Wydaje jej się,że jest samowystarczalna, nie bierze nawet pod uwagę, że ktoś mógłby jej pomóc. Niestety. Jest tępa jak wiadro kartofli, dzień w dzień patrzę na nią z podziwem, że radzi sobie z procesem oddychania…

Następna laska to jej kompletne przeciwieństwo, w sumie nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, że jest jedną z najinteligentniejszych osób na ziemi. Ma nieograniczone ścieżki kariery, a jednak… Gnije tu z nami xD Jest zerem nawet na jebanej skali Stooleya :c Czasem nachodzą mnei pytania, czy ona aby na pewno się myje _Przypuszczam, że jest lesbijką, bo za każdym razem kiedy przejeżdżamy obok sklepu z narzędziami jęczy jak suka w rui xD

Ale pierdolonym klejnotem w tej koronie jebanego przegrywu musi być oczywiście ćpun ;__; Ale nie, nie jest to zwykły ćpunek jakich widujecie na ulicach. Ten koleżka jara zielone przed, po i w trakcie pracy, nie był czysty od kilku lat, a dopiero niedawno skończył 22… Ubiera się jakby wyjęli go z parady dzieci kwiatów z 1960, ale żeby wypełnić obraz pierdolonej rysy na gównie – codziennie przyprowadza do roboty psa. I każdego KURWA dnia muszę ignorować dupsko Niemieckiego Doga na mojej mordzie. Chuj, czasem zdaje mi się, że on próbuje rozmawiać ze swoim stałym kompanem xDDDD A no i oczywiście obaj są dzień w dzień głodni. Bez przerwy. Każda trasa musi zahaczyć o co najmniej 4 Burger Kingi ; ___ ;

Tak czy siak, rozbijam się z tymi guwniakami moim vanem tu i tam, rozwiązując przy tym zagadki i inne gówna.”

 

Mam nadzieję, że nie zniszczyłem Wam dzieciństwa 😛

W każdym razie po zjedzeniu w dżapanis restaurant wybraliśmy się w stronę Stripa. Czekając na autobus zacząłem robić foty:

Las Vegas work and travel

Las Kałużas

Byłem też świadkiem zatrzymania samochodu przez patrol policji 😉

las vegas police

eins zwei polizei

Wpakowaliśmy się do autobusu i pojechaliśmy do centrum. Tłumy ludzi, wszędzie kamery, jaskrawe światła, co krok osoba rozdająca ulotki z dziwkami, a co pięć kroków prawie nagie dziewczyny pozujące do fot z osobami przechodzącymi. Wszystko dokładnie tak jak sobie wyobrażałem, chociaż spodziewałem się, że centrum Vegas będzie większe, ale może po prostu nie widziałem jeszcze wszystkiego. Tajlandia była skupiona na zakupach, więc podążałem za nimi obserwując wszystko dookoła mnie, a było na co patrzeć.

Ciekawe jak na to wpadli:

Oh, really?

Oh, really?

W Vegas kupisz również wszystko o smaku bekonu. Potrzebujesz odświeżacza powietrza o zapachu bekonu? A może bekonowych miętówek?

beacon we love beacon

Wszyscy kochajo bekon

Po shoppingu poszliśmy na chwilę do kasyna, bo chłopaki chcieli zagrać w Black Jacka. Gdy spojrzałem na zegarek zbliżała się godzina 11:40 pm, a o 12:15 am odjeżdżał ostatni autobus do Primm spod Silver Sevens. Kolejny pojawiał się tam dopiero cztery godziny później, więc w delikatnym pośpiechu opuściliśmy strip i poszliśmy na busa, który miał nas zawieźć pod kasyno. Po drodze zaczął się jakiś pokaz z głośną muzyką, który zamienił pobliski wodospad w wulkan wypełniony fajerwerkami, ale niestety nie mieliśmy czasu się zatrzymać żeby pooglądać. Muszę tu niedługo wrócić. Drogę do Primm spędziłem pogrążony we śnie, bo zbliżała się już 1, a ja o 8 zaczynałem swój drugi dzień pracy.

Vegas

Vegas

Drugi dzień pracy

Szybko mnie postawiło na nogi, gdy po otwarciu oczu na zegarku ujrzałem godzinę 7:45. Ogarnąłem się z prędkością światła, założyłem swój super uniform i poleciałem w stronę kasyna. Udało mi się zeskanować ID dokładnie o 8:00. Ufff. Po drodze do biura Slotów zahaczyłem o stołówkę po rogalika i lemoniadę – po krótkiej dyskusji zostały nam przydzielone zadania na dzień dzisiejszy. Jako, że ogarniamy się nieźle w temacie to postanowili z przykręcania śrubek rzucić nas na głębszą wodę. Zadaniem na dziś była wymiana monitorów w maszynach – ze starych CRT na nówki sztuki LCD. Pokazali nam na przykładzie jednej maszyny jak się za to zabrać, pożyczyli nam narzędzia i dalej każdy z nas dorwał się do swojego slota.

naprawa automatow kasynowych

CRT na LCD

Dlaczego POŻYCZYLI? Każdy slot technician ma swoje własne, prywatne narzędzia. Pracodawca ich nie zapewnia – czy to dobrze? Nie wiem. Na pewno jest to dla mnie coś nietypowego, choć wiem, że w niektórych warsztatach samochodowych mechanicy również działają na swoich kluczach. Może to i dobre podejście – każdy pilnuje swoich i o nie dba, bo nie jest to dobro ‚ogólne’ czyli dobro niczyje. Podstawowy zestaw kluczy, których używa się przy tych maszynach można kupić już za $15-$20 w Wallmarcie, więc nie jest to też jakiś wielki wydatek.

Oczywiście nie obyło się bez problemów, bo okazało się, że monitory LCD, które dostaliśmy mają zupełnie inne wtyczki, niż te CRT. W związku z tym musieliśmy robić ręcznie konwersję z 24 na 19 pinów, a to oznaczało rozbieranie wszystkiego, odpinanie kabli od płyty głównej i przekładanie części bebechów z jednego monitora do drugiego – mocno nam to wydłużyło całą robotę, jednak oczywiście wszystkie przerwy były święte. Dwie po piętnaście minut, jedna godzinna. O 4 pm clockout i go home. Dzień pełen roboty, więc zleciał bardzo szybko i opuściłem kasyno z poczuciem satysfakcji. Czas po pracy spędziłem na odsypianiu dnia poprzedniego (co z resztą robię nagminnie – śpię w ciągu dnia), a wieczór spędziłem na naszej standardowej miejscówce, czyli na pracowniczym basenie.

Trzeci dzień roboczy

Rano lecąc na clock-in spotkałem swojego supervisora, który polecił mi od razu udać się do pobliskiego kasyna – Buffalo Bills na zmianę monitorów. Buffalo Bills to ‚pośrednie’ kasyno w Primm. Najstarsze to Whiskey Pete’s, potem powstało Buffalo Bills a na końcu Primm Valley, które pierwotnie, na początku lat 90 nazywało się Primadonna. Po przybyciu na miejsce okazało się, że trzeba zmieniać wszystkie wtyczki z 19 na 24 piny… Dlaczego? Komuś się pomyliło i dziewiętnastki wysłał do Buffalo, a 24 do Primm przez co spędziliśmy ładne parę godzin na robieniu dokładnie odwrotnie tego samego, co wczoraj. Bardzo podoba mi się w tej pracy to, że mam kontakt z ludźmi przebywającymi od lat w USA. Tematów do rozmowy nie brakuje – zaczynając od nauki całej tej elektroniki i podstaw budowy maszyn, poprzez wymienianie się różnymi doświadczeniami życiowymi a na pytaniach w stylu „a to większość Polaków jest biała?”, „Ej – a tak w ogóle to jecie psy w Tajlandii?” kończąc 😉 Sporo rozmawiamy, więc z dnia na dzień widzę znaczną poprawę w płynności mojego j. angielskiego – zajebiście! Czas upłynął całkiem podobnie jak wcześniej – szybciutko. Po robocie znowu poszedłem spać, potem spotkałem się ze znajomymi – poszedłem na ten rollercoaster, który mieliście okazje widzieć we vlogu z mojego pierwszego dnia w USA. Kurwa, myślałem, że dostanę zawału. Podobno kiedyś był to największy RC na świecie. Z powodu mojego wzrostu musiałem usiąść praktycznie po turecku żeby móc się wcisnąć w te wszystkie zabezpieczenia, a ryja darłem tak, że mnie usłyszały wszystkie okoliczne skorpiony i węże – nawet jeśli są głuche. Miałem wrażenie, że zaraz w coś przywalę łbem (tunele, drzewa), więc jechałem pochylony, co nie było najlepszym pomysłem, bo parę razy tak przygrzmociłem nosem w rurkę za którą się trzymałem, że pierwszą rzeczą po zakończeniu przejażdżki była weryfikacja, czy przypadkiem go sobie nie złamałem 😛

Wsiadając do RC poznaliśmy chłopaka, który urodził się w USA, ale mówi po Polsku, bo jego rodzice są z Warszawy, jest tutaj z ojcem i ma dzisiaj urodziny. Skończyło się to tak, że gdy wracałem do domu moją drogę oświetlały mi nie latarnie, lecz słońce.

Weekend

Do pierwszego paychecka jeszcze dwa tygodnie, więc nie mogę sobie pozwolić na jeżdżenie do Vegas, bo to generuje spore koszta, a i tak większość tej pensji zeżrą mi opłaty za mieszkanie, więc przez weekend nie robiłem nic konstruktywnego. W mojej skrzynce znalazł się SSN, więc mogę powoli zacząć szukać drugiej pracy w Primm – i tak tu nie ma nic lepszego do roboty 😉

Poniedziałek

W poniedziałek przydzielono nam nowe zadanie, nazwane PM – Preventive Maintenance. Nuda. Musimy otwierać maszyny, czyścić je w środku, ogarnąć filtry powietrza oraz wyciągnąć drukarki kuponów, oraz czytniki banknotów. Odgradzamy taśmami część kasyna, rozbieramy wszystkie maszyny – drukarki i czytniki zabieramy do naszego warsztatu na przeczyszczenie i przedmuchanie, a w tym czasie druga grupa zajmuje się czyszczeniem maszyn w środku. Oczywiście w międzyczasie coś się zepsuje, spali i trzeba potem naprawiać. Dostaliśmy grafik na cały tydzień z przydzielonymi zadaniami – będzie ciężko, bo robimy jakąś przeprowadzkę warsztatową między kasynami.

Po pracy postanowiłem przetestować cierpliwość mojego współlokatora (tego z Detroit) poprzez wyrzucanie jego obiadu do śmietnika. Będąc świadomy obowiązków w tym domu chciałem wyrzucić śmieci wychodząc z domu – śmieci pakujemy w zwykłe siatki foliowe, zawiązujemy je mocno żeby nie zleciało się robactwo i wyrzucamy je do śmietnika pod domem przy okazji wyjścia z niego. Takich kursów robimy parę dziennie, bo panuje tutaj święta zasada – zero żarcia na wierzchu. Każde odpakowane jedzenie ląduje w lodówce i nie ważne czy jest to chleb, czy chipsy. Dlaczego? Muszę o tym zrobić osobny wpis. Niestety okazało się, że ta zawiązana siatka to było żarcie na wynos z Panda Express, a roommate udał się do sklepu po coś do picia do obiadku. Wrócił a obiadu nie było. Mnie też. Na szczęście obyło się bez rękoczynów 😉

Wtorek

We wtorek przed rozpoczęciem Preventive Maintenance pomogliśmy chłopakom przenieść trochę mebli z innego kasyna. W pierwszą stronę jechaliśmy Hondą Civic z 2004 roku (nie jestem pewny, która to generacja a pisząc to nie mam internetu… – #motoryzacja please help) z silnikiem 1.7(?), która miała przejechane ponad 350 tysięcy kilometrów. I to są realne przebiegi do których powinniśmy się przyzwyczaić, bo nagminne zaniżanie przebiegów w naszym kraju jest spowodowane niczym innym, niż potrzebą konsumenta. Poszukajcie w necie a znajdziecie przykłady, gdzie samochód jest wystawiony uczciwie – zero zainteresowania. Przekręcenie przebiegu o 200 tysięcy w dół, podniesienie ceny o 20% i Janusze z pocałowaniem ręki odjeżdżają swoim nowym Passeratti. Właścicielem wspomnianej Hondy jest człowiek pochodzący z Meksyku, który wygląda trochę jak Gus Fring z #breakingbad – nawet okulary ma podobne.

Oprócz tego spełniłem trochę swoje mini marzenie, bo jeździliśmy dzisiaj na pace ciężarówki 😀 Wpakowaliśmy te meble i postanowiłem z chłopakami, że świetnym pomysłem będzie przymknięcie do połowy hydraulicznej klapy i jazda z tyłu. Fajne uczucie – USA, pustynia, kasyna a my zadowoleni jedziemy na pace w naszych uniformach. Wyglądało to jak przebrana ekipa w składzie Polaka, Taja i Meksykańca jadąca na jakąś akcję. Trochę jak GTA SA Nandreas – można pomylić z prawdziwością #pdk 😉

Jakby tego było mało to przedyskutowałem z moim kolegą z Tajlandii nasz zakres obowiązków, wymagane zaangażowanie, umiejętności i zarobki w porównaniu do reszty studentów – postanowiliśmy pójść do działu Human Resources po podwyżkę. Po 5 dniach pracy w moim wypadku, w jego po 3 tygodniach. Nie ma opierdalania się. Ciekawe co z tego wyjdzie – jutro mamy mieć rozmowę.

Po robocie klasycznie poszedłem spać i obudziłem się po 19. Zaraz kończę ten wpis i lecę poszukać jakiegoś Fifirifi, żeby Wam go wrzucić.

 

W związku z tym, że nastąpiła delikatna rutyna pod tytułem praca-sen-%%-sen powstrzymam się od zdawania codziennych raportów, a postaram się skupić na podsumowaniach danego okresu i jakichś wpisach tematycznych, coby Was nie zanudzać 😉

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć, to zapraszam do obejrzenia mojego vloga z pierwszego dnia w Vegas!

https://www.youtube.com/watch?v=ev2DrJJjQY4

Większość z zamieszczonych tu fot, oraz wiele innych znajdziecie w wyższej rozdzielczości na moim Instagramie. http://www.instagram.com/vlogcasha

Zapraszam również do wyrażania swojej opinii na temat wpisów na blogu, bo nie wiem czy ktoś to czyta 😛

 

Wpis powstał dzięki współpracy z:

Podziel się ze znajomymi!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someone
  • OnceBonce

    Z.A.J.E.B.I.S.C.I.E pisz więcej 😀

  • Stasiek Mróz

    Blog jest zaje*isty ja z reguły nic nie czytam ale to tak wciąga że……. 😉

  • czaszi

    Czyta czyta. Fajnie piszesz. Co do posiadania narzedzi przez pracownikow, a nie pracodawce to spotkalem sie z tym w Irlandii wiec az tak daleko jak USA nie trzeba szukac.

  • Ewa Musiał

    oczywiście, że czyta! 🙂

  • Adam Dziąg

    Jeszcze rok gimbazjum, potem liceum, 6 lat architektury i zapjerdaling do stanów 😀
    Dobry blog, a jako ze ja nie lubię blogów i coś w tej formie mi się spodobało to znaczy że jest zajebisty 🙂
    Pozdrawiam ^^

  • Kasku

    Dostałem zjebe za czytanie… a zaczyna się fajnie. Teraz widzisz czemu ubrania są na wielkie brzuchy i małe rączki 😀

  • Robert Olech

    Super blog, pierwszy ktory czytam 😉 dawaj jak najczesciej i duuuuzo zdjec 🙂 i czekamy na vloga nowego.

  • KubaTMozg

    Czyta czyta i zawsze czeka na kolejne 😀
    Klocuch na propsie haha!

  • Mikołaj Draszek

    Co do Hondy, to jak 2004, to VII-gen. Silniki 1.7 były, największe i najmocniejsze dostępne w wersjach nie-sportowych (bo wyżej z benzyny jest tylko 2.0 z Type-S i Type-R). Taki mały silniczek, jak na USA to typowy gas saver (tam chyba wszystko, co ma poniżej 2.5-3.0 l pojemności to oszczędne, miejskie auta 😛 ).
    Przebiegi są może w Europie nieco mniejsze, bo jednak mniejsze odległości się pokonuje w ciągu dnia, od 10 letniego benzyniaka można oczekiwać, że będzie miał te około 200k. Za to kupując diesla, to trzyletni potrafi mieć te 200k na blacie, nie mówiąc już o 10-latku. Ale ogólnie fakt, to, czego oczekuje typowy klient, a to, ile samochód ma faktycznie nalatane, to zazwyczaj dwie inne sprawy. Janusze jeszcze nie ogarniają, że pytając o samochód tani, dobry i z małym przebiegiem, pytają zazwyczaj o trzy różne jednocześnie 😉
    A co do dziwnych informacji, typu nie pij gorącej kawy, bo się poparzysz, to nie tylko USA tak ma. W UK też to widzę, próbują chronić się na wszystkie sposoby, żeby tylko nie pociągnąć ich do odpowiedzialności, jak coś się stanie. W PL nikomu do głowy by nie przyszło, żeby zgłaszać pozew do sądu o to, że ktoś poparzył się kawą, bo nie wiedział, że gorącej się nie pije. USA już podobno miała taką sprawę, pozywający w dodatku wygrał, bo w świetle prawa miał rację (nic to, że bezsensowne prawo, ale nadal prawo). W UK z kolei mają pierdolca na punkcie BHP, na wszystko trzeba mieć uprawnienia, że nie będziesz stwarzał zagrożenia i będziesz wiedział, jak zachowywać się w miejscu pracy. Nawet zwykła sprzątaczka, która pracuje legalnie, musi przejść odpowiedni kurs, żeby mieć zaświadczenie, że nie zrobi sobie krzywdy ścierką, którą właśnie używa do mycia biurka. Zapomnij w ogóle, że tutaj daliby Ci wkrętarkę do ręki, jeżeli jesteś zatrudniony legalnie, a nie masz kursu. A co, jak przy wkręcaniu wkrętów w drzwiczki od maszyn się pomylisz i zamiast w drzwiczki, władujesz wkręta we własną głowę? Albo zapomnisz wkrętarki i będziesz wkręcał ręką i robił udar z piąchy, a potem rozwalisz sobie rękę, bo pomylisz końce wkręta i się na niego nadziejesz? Nie przeszedłeś szkolenia, skąd mogłeś wiedzieć, że to niebezpieczne i tak się nie powinno. Absurdalne, jest to, co piszę, ale założę się, że gdyby nie te wszystkie informacje, zakazy i nakazy, to mógłbyś tak zrobić i dostać potem solidne odszkodowanie.

  • Michał

    Świetnie się czyta 🙂
    Czekam na kolejne wpisy.

  • Michał Krzemiński

    Część o UK trochę mi wyjaśniła, skąd wzięli pomysł, że w łazienkach nie mają gniazdek elektrycznych. Ponoć sądzą, że to pewna śmierć, bo zaraz chlapniesz wodą i prąd cię zabije. I nieważne, że nie masz gdzie suszarki podłączyć 😉

  • Michaleski

    Bardzo przyjemnie się czyta Twój blog 🙂 Tak czytam i czytam i nie mogę się oderwać. Czekam z niecierpliwoscią na następne wpisy.
    No ale drogi Cashu GTA to nie było SA Andreas ale San Andreas (wtorek – drugi paragraf)

  • Klocuch

    Było SA Nandreas. Nic się nie znasz a nic.

  • Adam Wojciechowski

    Zajebiście się czyta bloga, miłe dla oka i przyjemne 😀
    PS Częściej nagrywaj jakieś vlogi

  • Michaleski

    To że ja się nie znam jest bardzo możliwe… Ale że Google tego nie zna to dziwne…

  • Dagix

    Pewnie ze ktoś to czyta 😀 czekam na więcej!
    Pozdro!

  • EMMA

    Siema Cash;) Jak tam pobyt? Może lepszym rozwiązaniem będzie dodawanie mniejszych wpisów ale częściej? 🙂

  • Sunny Days Valley Blog

    Miętówki o smaku bekonu to przesada! A problem z oversizowymi XXL uniformami jest chyba wszędzie! O moich problemach na Work&Travel zapraszam, aby poczytać na Sunny Days Valley Blog – http://www.sunnydaysvalley.wordpress.com