Dzień szósty

Obudziłem się chwilę po 8am i nie za bardzo wiedziałem co się dzieje. Tych piwek dzień wcześniej było zdecydowanie za dużo… Doszedłem do siebie około godziny 1pm i wtedy też poszedłem do działu HR celem przedstawienia potwierdzenia złożenia wniosku o SSN. Po podpisaniu i umieszczeniu inicjałów na miliardzie dokumentów przyszedł po mnie człowiek, który jest jednym z moich przełożonych – roboczo nazwiemy go Dexterem (Nie od DeXteRka Motovlog – ten typ po prostu wygląda jak dorosły Dexter z bajki Dexter’s Laboratory), zabrał mnie w gąszcz korytarzy pracowniczych tłumacząc mi po drodze gdzie jest stołówka, gdzie podbijamy karty wyjścia/wejścia itd. Gdy dotarliśmy do jego biura poznałem kolejnego ze swoich przełożonych – bardzo miły gość. Chwilę pogadaliśmy o duperelach i dowiedziałem się, że nie mogę pracować w swoich Asicsach, bo są szare, a obuwie musi być czarne, jednak w ramach wyjątku pozwoli mi je nosić do czasu mojej pierwszej wypłaty. Dostałem kwitek na odbiór uniformu, po który miałem się zgłosić do kasyna obok i informację, że zaczynam jutro o 8:00. Zadowolony poleciałem do kasyna, gdzie czekała na mnie kobieta odpowiedzialna za koordynację pracy na floorze – oprowadziła mnie po ‚swoim’ kasynie gdy szliśmy na dół do działu zajmującego się wydawaniem uniformów. Oczywiście nie obyło się bez problemów, bo okazało się, że dziewczyna z HRów nie dała mi numeru pracownika i nie ma mnie w systemie, więc muszę wrócić skąd przyszedłem i poprosić o magiczną żółtką kartę, która nazywana jest tymczasowym potwierdzeniem nadania pracowniczego ID. Idąc do HRów trafiłem na bardzo ciekawego Plymoutha:

plymouth hot rod

 

Dostałem żółtą karteczkę i wróciłem do okienka odpowiedzialnego za ubiór pracowników.

W skład mojej odzieży pracowniczej wchodzi 5 koszul, 5 par spodni oraz jedna kurtka. Oczywiście 190cm/80kg wagi było nie lada wyzwaniem dla Amerykańskiej rozmiarówki – żałuję, że nie zrobiłem sobie zdjęcia mając na sobie XL z dlugim rękawem, bo kieszenie miałem na wysokości pępka, a rękawy kończyły mi się zaraz za łokciem. Duże brzuchy i krótkie ręce – dla takich ludzi są projektowane te ciuchy. Poprzymierzałem parę rozmiarów i okazało się, że jedynym sensownym wyjściem będzie noszenie koszuli z krótkim rękawkiem, bo najlepiej pasuje. Pani Krawcowa sprawnym okiem wyliczyła na odległość jak bardzo trzeba mi skrócić nogawki w spodniach, dodała, że spróbuje coś zrobić z koszulami żeby lepiej fitowały i powiedziała, że jeden zestaw będzie gotowy na jutro rano, więc mam się po niego stawić chwilę przed 8am – resztę dośle mi do mojego oddziału w ciągu kilku dni. Dzień był dosyć pochmurny, wszyscy znajomi byli w pracy, więc postanowiłem wrócić do domu, zrobić sobie coś do żarcia, opisać dzień poprzedni na blogu i poogarniać w pokoju. Udało mi się zrealizować pierwszy cel, drugi w połowie i zasnąłem na jakąś godzinkę. Po przebudzeniu skończyłem co miałem skończyć i poszedłem na piwo z kolegą z Mołdawii – wybijała godzina 7pm. Wybraliśmy się kawałek na pustynie żeby pobawić się trochę w #fotografiasmartfonem czego efektem jest poniższa fota:

 

primm valey dead end

Dead End aka Primm

 

(Trochę przeraża mnie fakt, że mój telefon automatycznie rozpoznaje co jest na zdjęciu i je taguje. Ta fota ma tagi Scenery i Mountains, znalazłem też foty otagowane People, Street, Cars itd.)

 

Po wypiciu piwka zaczęliśmy wydzwaniać do ludzi i ściągać ich na naszą miejscówkę, czyli stoliki przy basenie. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze do pralni, bo Mołdawia musiał odebrać swoje rzeczy z suszarki. Wszystko jak w filmach – multum pralek a pomiędzy nimi ludzie czytający gazety i pilnujący swoich ciuchów.

primm valey work and travel usa

 

Normą tutaj jest to, że przechodząc ludzie cię zaczepiają i zapraszają do wspólnego imprezowania, czy po prostu wypicia piwa. Tak też stało się tym razem, ale odmówiłem mówiąc, że czekam na znajomych. Szykowała się niezła impreza, były browary, tequila i wino. Ja z racji porannej pobudki i posiadania resztek odpowiedzialności musiałem podziękować za większośc tych dobroci, kiedy to reszta ekipy czyli dosyć spora grupka składająca się z mieszkańców Polski, Macedonii, Mołdawii, Tajlandii i Serbii bawiła się w najlepsze. W międzyczasie na dłuższą lub krótszą chwilę dochodziły do nas jakieś przypadkowe osoby tak po prostu posiedzieć, pogadać i spytać się skąd jesteśmy co tu robimy. Wszystko w bardzo miłej i przyjaznej atmosferze, żadnych spin. Teraz rozumiem już, dlaczego wielkim faux pas w stanach jest poruszanie tematów politycznych przy casualowej rozmowie. Gdy tylko takowe się pojawiły atmosfera mocno się zagęściła. Podszedł do nas jeden typ z Rumunii i po paru minutach wywiązała się dyskusja na temat Kosowa jednak na szczęście udało się ją w miarę szybko uciąć. Zastanowiłem się nad tym głębiej i nie jestem w stanie policzyć ile razy normalne rozmowy ze znajomymi na imprezach zamieniały się w pierdolenie o polityce po alkoholu, które nie raz i dwa wywoływało jakieś kłótnie. Chyba muszę postarać się wdrożyć w swoim życiu zasadę nie gadania o takich rzeczach przy casualowym piwku – mam nadzieję, że uda mi się do tego namówić moich przyjaciół. Takie dyskusje z reguły do niczego nie dążą, są jałowe a powodują jedynie zepsucie atmosfery. Swoją drogą nie wiedziałem, że Tajowie tyle piją 😮

 

Gdy impreza była już mocno rozkręcona około 1 am zawinąłem się do siebie, dokonałem ostatnich poprawek we wpisie, wrzuciłem fotki, opublikowałem go i poszedłem spać 😉

 

Wpis powstał dzięki współpracy z:

Podziel się ze znajomymi!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someone
  • Kasku

    😀

  • Adrian Wesołowski

    Świetny blog. Czekam na więcej i życzę powodzenia!

  • #fotografiasmartfonem najlepsze co może być, ja zacząłem się bawić w #timelapsesmartfonem jak będziesz miał ochotę to tutaj zobaczysz pierwsze efekty http://mrniceguy.pl/codziennik-s01e02/

  • SkrillOrg

    Odwiedziłem stany na miesiąc zeszłego lata 🙂
    Między innymi LA, Nevada (w tym i Vegas) San Diego i Palm Springs..
    Tamten klimat to coś nie do poznania przed monitorem, chciałoby się tam jeszcze powrócić 🙂