Co hejtuję #2, czyli luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce

Jak już wielu z Was wie – wróciłem do Polski pod koniec października. Na początek walka ze zmianą strefy czasowej, później dopadła mnie choroba, bo jednak 35c w Kalifornii to nie to samo, co 8c w Warszawie. Później nadszedł czas na doła, brak motywacji i powracającą prokrastynację. Zaczynam walczyć, a efektem tej walki jest ten oto wpis, do napisania którego zbierałem się 3 tygodnie. W dzisiejszym hejcie znów pojawiają się te słynne Amerykańskie toalety… 🙂

Wcześniejsze wpisy z serii „Luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce” możecie zobaczyć tutaj: http://blogcasha.pl/category/luzne-spostrzezenia/

DJe bez słuchawek

Zjawisko, które nagminnie obserwowałem w USA. Bardzo wiele osób lata po mieście słuchając muzyki z głośników. W Warszawie zdarzają mi się takie sytuacje rzadko. Z reguły ze strony jakichś małoletnich rycerzy ortalionu, bądź też osób w autobusach nocnych, które w stanie upojenia alkoholowego koniecznie potrzebują posłuchać jakiegoś kawałka, a nie mają akurat przy sobie słuchawek 😉

W USA również dało się gołym okiem, bez prowadzenia skrupulatnych statystyk określić jakie grupy społeczne najczęściej słuchają w ten sposób muzyki. Byli to oczywiście czarni i meksyki – co chyba nie jest dla Was żadnym zaskoczeniem. Wielu z nich poszło o krok dalej niż słuchanie muzyki ze smartfonowego głośnika i zaczęli raczyć się swoimi ulubionymi rytmami z dosyć potężnych bezprzewodowych głośników przenośnych. Zastanawiałem się skąd nagle taka moda na noszenie ze sobą bluetoothowych głosników, lecz dosyć szybko uświadomiłem sobie, że to nie jest nic innego jak nowa generacja boomboxów, które z pewnością wielu z Was bardzo kojarzą się z amerykańską kulturą hip-hopową.

Po prostu chłopaki poszli z duchem czasu i zamienili prawilne Ghetto Blastery na głośniki, które można trzymać w kieszeni. Lżejsze, mniejsze, bardziej poręczne no i baterii nie trzeba kupować 🙂

 

DJe bez słuchawek USA

Fot. Jamel Shabazz (jamelshabazz.com)

 

Ale skąd ten hejt? Jestem w stanie doskonale zrozumieć używanie tego typu sprzętu, jest to głęboko zakorzenione w amerykańskiej kulturze hip-hopowej. Jednak zupełnie inaczej wygląda słuchanie muzyki z boomboxa, gdy siedzisz ze znajomymi w parku czy na innej plaży, tańczycie, pijecie i się bawicie, niż gdy robi to jedna osoba. Słuchanie muzyki w ten sposób grupowo ma SENS, jednak nie potrafię się go doszukać w robieniu tego w pojedynkę… No chyba, że Twoim celem jest wkurwianie ludzi dookoła. Moje TOP3 sytuacji, w której bohaterami byli DJe bez słuchawek:

  1. W grupie ludzi czekających na autobus trafił się jeden agent słuchający muzyki z głośnika schowanego w kieszeni swoich krótkich, workowatych spodni, którym sterował za pomocą chyba jakiegoś iPoda. W pewnym momencie zadzwonił do niego telefon, więc odebrał i po chwili rozmowy (a raczej darcia mordy do słuchawki) poprosił rozmówcę o mówienie trochę głośniej, bo mu muzyka zagłusza…
  2. Siedzimy sporą grupą znajomych na słynnym basenie w Primm popijając jakieś piwko, rozmawiając o głupotach. W pewnym momencie obok nas na leżaku siada czarnoskóry Gangsta’ – wiecie o jakiego typa mi chodzi? Jakieś kicksy, skarpetki za kostkę, spodnie 3/4, za duża koszulka koszykarska, fullcap na głowie, cały wydziarany. Rozłożył się na leżaku, wyciągnął z siatki jedno piwo w puszcze, otworzył je, wyciągnął głośnik… Przez głowę przeleciało mi pięć możliwych czarnych, gangsterskich openerów, którymi z dużym prawdopodobieństwem nas uraczy na początku swego koncertu… On jednak postanowił wyrwać się ze stereotypów i zarzucił Celine Dion – My Heart Will Go On xD  Potem leciały inne podobne, smutne nuty. Szkoda tylko, że nie kurwa na słuchawkach. Swoją drogą moment jak wstaje z leżaka, zdejmuje buty i z heartbreakingami brzmiącymi z głośników podchodzi do basenu moczyć stopy popijając piwko zapamiętam jako widok wywołujący bardzo ambiwalentne uczucia 😉
  3. Był pewien gość w Primm – gdy zobaczyłem go pierwszy raz od razu skojarzył mi się z jedną z postaci z GTA: San Andreas, a konkretnie z tym gangsterem.
    Źródło: gta-ivplayer.deviantart.com/

    Źródło: gta-ivplayer.deviantart.com

    Najzabawniejsze w nim było to, że zawsze słuchał jakichś smutów, co kompletnie nie pasowało do jego imidżu, ale zawsze ten widok wywoływał uśmiech na mej twarzy 😉

    https://www.youtube.com/watch?v=MQXUoS5Z1Xg&feature=youtu.be

 

Kabiny w toaletach publicznych

Znowu o kiblach. Brzmi dosyć niedorzecznie, ale jest to coś, co uderza dosyć mocno zaraz po przyjeździe. Temat wydaje się dosyć dziwny, ale uznałem, że skoro każdy robi kupę (nawet ładne dziewczyny!), to jest to temat warty poruszenia, bo dotyczy wszystkich. Jeżeli macie jakichś znajomych, którzy mieli okazję być w USA to się spytajcie ich o publiczne toalety w Stanach. Na początku pomyślałem, że może ja jestem jakiś przewrażliwiony, ale rozmawiałem na ten temat z paroma osobami i każdy miał dosyć podobne spostrzeżenia. Temat publicznych ubikacji pojawi się jeszcze w przyszłości, i to niekoniecznie pod szyldem „co hejtuję”. Tym razem jednak opowiem Wam o tym, co najbardziej irytowało, czyli o kompletnym braku prywatności.

W Polsce, w Europie staramy się, aby wizyta w publicznej toalecie nie wiązała się z pokazywaniem wszystkiego co mamy obcym ludziom. Często zdarza się, że pojedynczy ‚kibelek’ jest osobnym, zabudowanym pomieszczeniem z własnym systemem wentylacyjnym i normalnymi, pełnowymiarowymi drzwiami, dzięki czemu jeżeli nie będziemy się zbyt głośno zachowywali to nikt nie usłyszy dźwięków przez nas wydawanych, oraz innych nieprzyjemnych dla zmysłów efektów ubocznych. Jeżeli trafi się już, że nie są to osobne pomieszczenia tylko ‚ścianki działowe’ to są one wysokie praktycznie do samego sufitu. W USA jest zupełnie inaczej…

Typowa publiczna toaleta w USA

Typowa publiczna toaleta w USA

Siedząc na tronie możesz z powodzeniem obserwować ludzi kręcących się przed drzwiami. A jeżeli Ty możesz obserwować ich, oznacza to, że oni widzą też Ciebie. Dramat. Mało tego – wysokość tych drzwi często nie przekracza 160cm. Wyobraźcie sobie co przeżywa takie 190 cm gdy mimowolnie przechadzając się toaletą widzi ludzi na kiblach i przez szpary, i od góry. Jednak te 160cm to i tak luksus. W pewnym McDonaldzie w Las Vegas drzwi od toalety sięgały mi do klatki piersiowej… Wchodząc umyć ręce centralnie przed nosem pojawiała Ci się osoba siedząca na toalecie. Coś, co w Europie jest nie do pomyślenia – w Ameryce wydaje się standardem. Nie jestem w stanie tego zaakceptować. Ale to tylko ja – byłem świadkiem sytuacji, gdy ludzie zagadywali do siebie podczas załatwiania swoich potrzeb w toaletach, a odgłosy na które byłem narażony podczas takich wizyt na początku przyprawiały mnie o mdłości… To je Ameryka, tego nie ogarniesz 🙂

Poszperałem trochę w necie i okazało się, że temat jest chyba trochę bardziej nagłośniony, ponieważ znalazłem trochę memów związanych z niezręcznymi sytuacjami w tych toaletach 😀

Ten niezręczny uczuć, gdy nawiązujesz z kimś przypadkowy kontakt wzrokowy przez szparę w drzwiach od kibla podciągając sobie spodnie...

Ten niezręczny uczuć, gdy podciągając spodnie nawiązujesz z kimś przypadkowy kontakt wzrokowy przez szparę w drzwiach od kibla…

Wtyczki elektryczne

Chodzi oczywiście o wtyczki i gniazda typu A i B (B różni się od A tym, że ma uziemienie), które moim skromnym zdaniem są jakimś konstrukcyjnym failem. Abstrahuje całkowicie od kwestii technicznych, bo się na nich po prostu nie znam. Chodzi mi tutaj o kwestie czysto użyteczne z punktu widzenia szarego zjadacza chleba. Co chwilę coś się wyginało, coś nie działało, coś się wypinało. Pracowałem w dziale technicznym kasyna i nie zliczę ile dobrych rozgałęziaczy leciało do śmietnika dlatego, bo się któraś płytka złamała. W hotelach też co chwilę jakieś lampy nie działały, bo miały uszkodzone wtyczki. W naszym kraju używamy typu C i D, które są PORZĄDNE i STABILNIE SIEDZĄ W GNIEŹDZIE. Te Amerykańskie bardzo często są bardzo luźne no i przede wszystkim bardzo łamliwe… Nie ma co się tutaj za bardzo na ten temat rozpisywać. Po prostu moim zdaniem są dramatyczne. Wole nasze, Polskie.

 

Źródło: worldstandards.eu

Źródło: worldstandards.eu

 

Przy okazji zachęcam Was do zajrzenia na mój kanał na YouTube, na którym pojawiają się vlogi nagrane w USA.

Cash @ YouTube

 

Wpisy z serii „Luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce” pisane są na podstawie moich osobistych doświadczeń, które nabyłem w miejscu, w którym przebywałem, więc wiele z opisywanych w tej serii sytuacji z dużym prawdopodobieństwem nie występuje w całych Stanach. Polecam spojrzenie na USA jako na pięćdziesiąt różnych państw. Weźcie to proszę pod uwagę zanim mi zarzucicie pisanie nieprawdy.

 

Wpis powstał dzięki współpracy z:

Podziel się ze znajomymi!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Email this to someone
  • Gawryllo

    Mój Boże, toć ja bym tam wolał robić za McDonaldsem niż w takiej łazience. Nie dość że dla mnie to na maksa niezręczne kogoś widziec/slyszeć, to jeszcze mam 2 metry xD

  • Cash

    Tam jest trochę lepiej pod względem higieny, bo mają takie papierowe nakładki na deski i nie trzeba pół godziny papieru układać 😉