Co hejtuję #1, czyli luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce

Od mojego pierwszego dnia w USA zapisuję sobie w telefonie rzeczy i sytuacje, które mnie w jakiś sposób zaskoczyły. Dzielę je na trzy kategorie – negatywne, neutralne i pozytywne. Jako, że dosyć sporo się już tego uzbierało postanowiłem ruszyć z nową serią wpisów, którą roboczo została nazwana „Luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce”. Poniższy wpis jest pierwszym z serii negatywnej, czyli „Co hejtuję”

Automatyzacja, która utrudnia życie.

Z założenia automatyzacja ma ułatwiać nam życie, jednak w kraju pełnym absurdów nie jest to tak oczywiste. Amerykanie mają tendencję do pakowania elektroniki wszędzie, gdzie się da. Jak wygląda wizyta w toalecie?

Praktycznie w każdym publicznym kiblu znajdziemy te słynne nakładki na deskę, które są bardzo fajnym i prostym wynalazkiem, dzięki nim nie musimy obkładać całej deski papierem, jeżeli z jakiegoś powodu musimy na niej usiąść – duży plus. Po załatwieniu naszych potrzeb czujnik zbliżeniowy wykrywa, że oddaliliśmy się od siedziska i szybko wymienia zawartość muszli na czystą wodę (co zresztą czyni perfekcyjnie i widowiskowo, ale o tym innym razem). Co, jeżeli pomimo wszystko chcemy manualnie spuścić ją ponownie? Nie ma opcji. Pomyśleliście właśnie, że wystarczy machnąć ręką przed czujnikiem? Oczywiście, że nie. To by było zbyt proste. Te ustrojstwa są zaprogramowane tak, że aktywują się dopiero po parunastu sekundach od wykrycia nas przez czujnik zbliżeniowy, więc trzeba się trochę nagimnastykować (albo w przeciwieństwie do mnie użyć mózgu i znaleźć dodatkowy guzik, który umożliwia manualne spuszczenie wody – za informację, którą zweryfikowałem dziękuję eoeoeo z wykopu!). Kolejnym etapem, który wykonujemy jest umycie rąk. Tutaj oczywiście mamy standardowo mydło w płynie na czujkę i kran. Jest to już praktycznie standard w Polsce – za wielką wodą już parokrotnie zdarzyło mi się latać po całej łazience w poszukiwaniu kranu czy też podajnika mydła, który działa.

Umyliśmy już rączki? Czas na suszenie.
Większość suszarek do rąk, które znam po prostu dmucha leniwie ciepłym powietrzem – zawsze mi się to nudzi po parudziesięciu sekundach i zirytowany wycieram mokre ręce o spodnie. W nienawiści do nich zostałem wychowany.

Air_Hand_Dryer

Źródło: Wikipedia

Kojarzycie te nowe suszarki do rąk? Te fireblade airblade w które wkłada się ręce. Ostatnio coraz częściej pojawiaja się w naszym kraju. Jak dla mnie są perfekcyjne, idealnie suszą – 10 sekund i mamy czyściutkie, suche łapy bez konieczności dotykania czegokolwiek (oprócz oczywiście brudnej klamki przy wyjściu z kibla…). Jak dla mnie wynalazcy tego patentu powinni dostać pokojową nagrodę Nobla – bo czemu nie, i tak każdemu je rozdają.

Źródło: http://airblade.dyson.com/

Źródło: airblade.dyson.com

No więc… Żadnej z tych suszarek tutaj nie uświadczyłem. Dotychczas spotkałem się głównie z papierowymi ręcznikami. Czy można jakoś spierdolić wycieranie rąk suchym ręcznikiem? OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! Wystarczy ręcznik ten wsadzić do elektronicznego podajnika! W większości przypadków błaganie go o papier jest najbardziej czasochłonną czynnością (o ile oczywiście w ogóle działa) – stoisz i machasz przed tym czujnikiem łapą 10 razy aby wyciągnąć jeden ucięty kawałek papieru. Z reguły aby porządnie wytrzeć ręce potrzebujesz takich kawałków 3-4, więc tworzy się kolejka. Dobrze, jeżeli urywa Ci się równo, a nie drze się na małe kawałeczki gdy desperacko próbujesz wyrwać go z paszczy tego plastikowego gówna. Efekt jest taki, że bardzo często po wejściu do toalety widzimy podajniki w stanie jak na zdjeciu.

suszary

Podajniki w Hooters

Gdzieś w pogoni za tą technologią i chęcią ulepszania wszystkiego w ‚restroomie’ się chyba trochę ludzie pogubili, bo to wszystko sprawia więcej problemów niż ułatwień – na szczęście Amerykanie do życiowych trudności podchodzą z uśmiechem na ustach, więc jeżeli widzisz kogoś kto z nieukrywaną irytacją uderza w podajnik do papieru, a przypadkiem jesteś w kasynie w Primm to możesz śmiało krzyknąć „Cześć Cash!”. Pozostaje też kwestia tego, że ten sprzęt jest prawdopodobnie bardzo stary stąd wiele problemów z działaniem, bo gdy on tu był instalowany to w Polsce moja mama jeździła z przyjaciółmi na wagary poprzyglądać się i nadziwić pierwszymi automatycznymi drzwiami na Dworcu Centralnym w Warszawie.

Poczta głosowa

Parę razy pisałem Wam, że tutaj wszystko jest jak w filmach – nie kłamałem. Kojarzycie te sceny, w których bohater odsłuchuje kluczowe dla fabuły nagranie na poczcie głosowej w międzyczasie szaleńczo poszukując kartki i długopisu? Wydawało Wam się to Hollywoodzką teatralnością? Otóż nie. Poczta głosowa tutaj działa zupełnie inaczej, niż u nas. Pomijając już fakt, że nie znam nikogo, kto z tego jeszcze korzysta w Polsce. Na pocztę nagrałem się komuś ostatnio chyba w 2007 roku – po pijaku. Koleżance. Nie polecam. W naszym wspaniałym kraju zwanym Polską gdy ktoś nagra Ci się na pocztę, bądź też próbuje się z Tobą skontaktować, gdy jesteś poza zasięgiem dostajesz smsa z numerem telefonu, który dzwonił oraz dokładną datą i godziną. Z pocztą to samo – dodatkowo jeszcze wydzwania automat co jakiś czas podając informację KTO, I O KTÓREJ DZWONIŁ zanim puści nagranie. Potem mamy jeszcze możliwość kliknięcia cyferki na dialpadzie, która spowoduje automatyczne przekierowanie rozmowy na dzwoniący numer. Łatwo, przejrzyście i bez zbędnych formalności, prawda?

Gorzej, jeżeli ktoś Ci się nagra voicemaila w USA. Zdarzyło mi się to już parę razy – nagrania na pocztę są dosyć popularne, bo łatwo trafić na miejsce, w którym nie ma zasięgu. Szczególnie, jeżeli siedzisz na środku pustyni. Pokrycie sieci T-Mobile i Sprint wygląda tak:

Źródło: pcmag.com

Źródło: pcmag.com

Jeżeli nie masz zasięgu, ktoś do Ciebie zadzwoni i nie nagra Ci się na pocztę nie dostaniesz żadnej informacji – to po pierwsze. Gdy jednak ktoś postanowi odegrać swój monolog to dostajesz informację od swojego telefonu, że masz coś na poczcie. Na górnym pasku pojawia się ikonka taśmy analogowej – bardzo trafna grafika, propsuję.

Wojsmejl

Wojsmejl

Po rozwinięciu powiadomień dostajemy informację, że ktoś nam się nagrał na pocztę. Numer znajdujący się poniżej jest oczywiście numerem na Twoją osobistą sekretarkę. Nie da się go usunąć. Samo wykonanie telefonu i rozłączenie się nic nie daje – powiadomienie znika dopiero, gdy faktycznie oddzwonimy i odsłuchamy chociaż początek wiadomości. Jak wygląda taka wiadomość?

– Dzień dobry tutaj Krzysztof Iksiński dzwonię do Pana w sprawie X, chciałbym zaproponować spotkanie XX-XX-XXXX o godzinie XX:XX. Proszę o kontakt. Jest XX-XX-XXXX godzina XX:XX dzwonię z numeru (XXX) XXX-XXXX, powtarzam. Jest XX-XX-XXXX godzina XX:XX, numer telefonu to (XXX) XXX-XXXX.

No kurwa, istny powrót do lat dziewięćdziesiątych – ja rozumiem, że vintage jest modne, no ale bez przesady. Jedyne opcje jakie mamy po odsłuchaniu takiej wiadomości to jej powtórzenie, oraz zapisanie na 14 dni. Raz odsłuchiwałem wiadomość dobre 10 razy i wykonałem ze 3 telefony pod zły numer zanim udało mi się w pełni zapisać telefon, bo były jakieś przerwy w zasięgu podczas nagrywania i musiałem parę cyferek zgadywać. Telekomunikacji w USA będzie poświęcone wiele nagłówków w tej serii – nie zdziwię Was chyba zdradając, że większość będzie w części negatywnej.

Zamki w drzwiach

Kolejna scena rodem z Hollywood. Do zamkniętych drzwi w środku nocy podchodzi mężczyzna, dłubie coś przy nich przez paręnaście sekund po czym wchodzi do środka. Co najlepsze nie miał nawet wytrychów, uzbrojony był tylko w plastik wielkości karty kredytowej, a drzwi bynajmniej nie były drzwiami hotelowymi otwieranymi na kartę magnetyczną. Jak to możliwe?

Otwieranie zamkniętych na klucz drzwi było jedną z pierwszych rzeczy, jakich się tutaj nauczyłem. Większość spotkany przeze mnie drzwi można automatycznie zatrzasnąć na jeden zamek poprzez przekręcenie gałki – nagminnie zdarza się ludziom zostawianie kluczy za zamkniętymi drzwiami. Wzywanie ochrony za każdym razem nie było ani miłe, ani możliwe – w szczególności w środku nocy. Okazało się, że wystarczy w odpowiednim miejscu przeciągnąć plastikową kartę między drzwiami a futryną i et voilà – drzwi otwarte. Co, jeżeli zamknęliśmy je na dwa zamki, a klucze po prostu zgubiliśmy? Nie ma czym się martwić! Można spróbować pokonać drugi zamek metodą na kartę kredytową, a jeżeli się nie uda to śrubokrętem płaskim podłubać w szparze też można 🙂 Ewentualnie, jeżeli jest on bardzo uparty to warto zastosować metodę, której podda się większość standardowych zamków, czyli zrobienie prowizorycznego napinacza i wytrycha ze spinek do włosów. Warto wiedzieć jak działają zamki, może się to kiedyś przydać w życiu.

Typowe drzwi od mieszkania

Typowe drzwi od mieszkania

Spanie w takich warunkach, a tym bardziej trzymanie swoich oszczędności oraz ważnych dokumentów nie jest najprzyjemniejsze. Może to być jeden z powodów, dla których słabo tu sypiam. Drzwi i tak są papierowe, więc jak nie sposobem to siłą. Naturalnie piszę tylko i wyłącznie o drzwiach, które mamy w mieszkaniach pracowniczych. Nie mam na myśli zamków w kasynach i hotelach. Bo kto by wsadzał takie zamki do grubych, metalowych drzwi za którymi znajduje się coś cennego? Przecież to by była kompletna głupota, prawda? No właśnie.

Zatrzasnęliśmy kluczyki w samochodzie? W Polsce parokrotnie zdarzyło mi się asystować przy próbie otwarcia zamkniętej fury. Kończyło się to różnie, czasami wystarczał wieszak, czasami nitka z pętelką, zdarzało się też, że konieczne było tłuczenie szyby po uprzednim sprawdzeniu na allegro, która jest najtańsza. Raz nawet przyjechała policja pooglądać. A dokładniej pięć radiowozów. Na sygnale. Z doświadczenia wiem, że u nas często wraz z ubezpieczeniem AC bądź też Assistance do OC można za darmo zadzwonić po kogoś, kto przyjdzie nam otworzyć samochód.

A w USA?

Można zadzwonić po ślusarza, który nas skasuje ładne parę centów. No, ale co jeżeli jesteśmy w małej miejscowości pośrodku niczego i sam dojazd przekroczy wartość naszego samochodu? No cóż, trzeba rozwalić uszczelkę i próbować metodą chałupniczo, odzieżową czyli wieszaki i nitki. Albo można pójść na stację kupić za $20 zestaw do otwierania zamkniętych samochodów.

Slimmy Jimmy

Slimmy Jimmy

Jak się ma do tego prawo w kraju nad Wisłą?

Art. 129. § 1. Kto:
1) wyrabia, posiada lub nabywa wytrychy, jeżeli nie trudni się zawodem, w którym są one potrzebne;
2) dostarcza wytrychów osobie nie trudniącej się takim zawodem;
3) wyrabia, posiada lub nabywa klucze do cudzego domu, mieszkania lub innego pomieszczenia albo schowania bez zezwolenia osoby uprawnionej lub organu administracji, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto wyrabia, posiada lub nabywa narzędzia przeznaczone do dokonywania kradzieży albo kto dostarcza takich narzędzi innym osobom.
§ 3. Wytrychy, klucze lub narzędzia podlegają przepadkowi, choćby nie stanowiły własności sprawcy.

No tak, bo przecież jak sobie kupię wytrychy to od razu pójdę i wbiję na chatę wszystkim sąsiadom. Złodziej z pewnością bardzo się przejmie tym przepisem i nie będzie włamywał się do domów przy użyciu wytrychów, bo to nielegalne.

Tymi słowami kończę pierwszy hejterski wpis w serii „Luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce”. Zachęcam Was gorąco do dzielenia się swoimi opiniami na temat samej idei jak i wpisu w komentarzach pod tym postem 🙂 W przeciwieństwie do YouTube ciężko mi tutaj ocenić ilość osób czytających 🙁

Wpisy z serii „Luźne spostrzeżenia Casha w Ameryce” pisane są na podstawie moich osobistych doświadczeń, które nabywam w miejscu, w którym aktualnie przebywam, więc wiele z opisywanych w tej serii sytuacji z dużym prawdopodobieństwem nie występuje w całych Stanach. Polecam spojrzenie na USA jako na pięćdziesiąt różnych państw. Weźcie to proszę pod uwagę zanim mi zarzucicie pisanie nieprawdy.

 

Wpis powstał dzięki współpracy z:

Podziel się ze znajomymi!
Share on Facebook
Facebook
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
0Email this to someone
email